83-latek po dwóch zawałach sam jechał 4 godziny na badania w szpitalu
83-letni mieszkaniec Walii, który przeszedł dwa zawały i był leczony na trzy rodzaje nowotworów, musiał sam prowadzić samochód na badania serca. Łącznie podróż w obie strony zajęła około czterech godzin. Bezpłatnego transportu medycznego odmówiono mu, gdy przyznał, że ma auto.
Odmowa, bo miał samochód
Charles Swift mieszka w miejscowości Borth w hrabstwie Ceredigion. W sierpniu dostał skierowanie na badania do szpitala Withybush w Haverfordwest, oddalonego o około 70 mil (ok. 110 km). Zapytał walijską służbę ambulansową (WAST) o transport dla pacjentów, którzy nie wymagają pogotowia. Konsultant odmówił mu, gdy usłyszał, że pacjent ma samochód.
Podobnie wyglądała rozmowa z dyspozytorami szpitalnych taksówek. Pytano go, czy chodzi, czy wchodzi po schodach i czy ma auto. Na wszystkie trzy pytania odpowiedział twierdząco. Usłyszał wtedy, że ma korzystać z własnego samochodu. – Nie rozumiem, dlaczego emeryci muszą jeździć własnym autem – powiedział Swift.
Komunikacja publiczna nie jest dla niego rozwiązaniem, bo pociąg z Borth do Haverfordwest jedzie co najmniej trzy i pół godziny w jedną stronę. Innym razem w piątek po południu poinformowano go, że transport na poniedziałkową wizytę został odwołany. Zrezygnował wtedy z samej wizyty. Gdy przy kolejnym terminie transport już dostał, ocenił podróż jako bardzo przyjemną.
Kto może liczyć na transport
Zgodnie z informacjami lokalnego zarządu ochrony zdrowia Hywel Dda pacjenci co do zasady organizują dojazd na własną rękę. Bezpłatny transport niepilny przysługuje tylko osobom spełniającym kryteria. Należą do nich na przykład regularna dializa lub leczenie onkologiczne, konieczność przewozu na noszach, potrzeba tlenu albo podróżowanie we własnym wózku.
Mark Harris, zastępca dyrektora operacyjnego WAST, przyznał, że przy pełniejszych informacjach odmowa nie byłaby konieczna. Służba zmieniła procedury i przeszkoliła osoby odbierające zgłoszenia. Zapowiedział też, że przy kolejnym telefonie pan Swift usłyszy inną odpowiedź. Harris dodał, że rośnie zapotrzebowanie i długość tras do szpitali. Coraz częściej zdarza się więc, że przewozów jest więcej, niż mieści się w dostępnych pojazdach, i część z nich trzeba odwoływać. Trwa program naprawczy.
Lukę wypełniają wolontariusze
Radni z Ceredigion od dawna apelują o lepszy system dojazdów do szpitali na terenach wiejskich. Jeden z nich, Hugh Hughes, mówi, że część usług przenosi się dalej na południe, mimo że w regionie działa dobry szpital Bronglais. Jego zdaniem pacjenci „wypadają z systemu” i nie dostają potrzebnego transportu.
Wiele osób ratuje organizacja Dolen Teifi, która ma 42 pojazdy i 160 wolontariuszy-kierowców. Obsługuje Ceredigion i Carmarthenshire, a tygodniowo wykonuje około 50 kursów do szpitali. Za przejazd pobiera średnio 57 pensów za milę, co częściowo pokrywa koszty. W ciągu dwóch miesięcy przyjęła 145 zgłoszeń od osób, którym dzień przed wizytą odwołano transport. Pomogła mniej więcej co trzeciej z nich. Jej kierownik Rod Bowen zauważa, że starsi pacjenci niechętnie jeżdżą sami do szpitali w nieznanych okolicach.
Szefostwo zarządu Hywel Dda zapewnia, że zna problemy pacjentów jadących na specjalistyczne leczenie na duże odległości. Zapowiada współpracę z WAST nad poprawą dostępnych opcji transportu.
Co to oznacza w Polsce
Walia nie należy do Unii Europejskiej i ma własny system opieki zdrowotnej, więc opisane zasady nas nie dotyczą. Sam problem jest jednak dobrze znany także w Polsce, zwłaszcza poza dużymi miastami. Zdarza się, że do specjalisty trzeba jechać do odległego miasta, a dojazd komunikacją publiczną bywa uciążliwy.
- W Polsce transport sanitarny finansowany przez NFZ przysługuje zazwyczaj na zlecenie lekarza i tylko wtedy, gdy wymaga tego stan zdrowia.
- Samo skierowanie do odległego szpitala nie oznacza automatycznie prawa do przejazdu.
- Warto więc zawczasu zapytać lekarza kierującego lub placówkę, czy dla danego pacjenta transport jest możliwy.
- Przy odwołanym terminie lub transporcie dobrze jest od razu szukać alternatywy, a nie rezygnować z wizyty.
Źródło: BBC News – „Heart attack patient, 83, had to drive four hours for hospital appointment”
